kochanie – Joseph Brodsky

M. b.

kochanie, Wyszedłem dzisiaj z domu późno w nocy
nabrać świeżego powietrza, wiejący z oceanu.
Zachód słońca płonął na straganach z chińskim wachlarzem,
a chmura wirowała, jak okładka fortepianu koncertowego.

Ćwierć wieku temu byłeś uzależniony od Luli i dat,
rysował tuszem w zeszycie, zaśpiewał trochę,
dobrze się ze mną bawili; ale potem dogadał się z inżynierem chemikiem
i, sądząc po literach, cudownie głupi.

Teraz jesteś widziany w kościołach na prowincji iw metropolii
na nabożeństwach żałobnych wspólnych przyjaciół, teraz w całości
kolejny; i cieszę się, że na świecie jest więcej odległości
nie do pomyślenia, niż między tobą a mną.

Nie zrozum mnie źle. Twoim głosem, ciało, Nazwa
nic nie jest już połączone; nikt ich nie zniszczył,
ale zapomnij o jednym życiu - człowiek potrzebuje, najmniej,
jeszcze jedno życie. I przeżyłem ten udział.

Masz szczęście: gdzie jeszcze, z wyjątkiem może zdjęć,
zawsze będziesz bez zmarszczek, młody, wesoły, kpiny?
Na czas, w obliczu pamięci, dowiaduje się o jego braku praw.
Palę w ciemności i wdycham zgniliznę odpływu.

1989

Oceniać:
( Brak oceny )
Podziel się z przyjaciółmi:
Anna Achmatowa